Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upał. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2013

Dzień sto siódmy: myśli w upale

Upał nie odpuszcza. Z tej okazji jego wspaniałomyślność naczelnik zakładu karnego zdecydowało o wydaniu osadzonym dodatkowej porcji kompotu, jeszcze przed obiadem. Co z tego, że kompot jest ciepły i zasadniczo niepijalny. Jest mokry, a w upale, wiadomo, należy pić dużo. Pisałam już o tym, że jeśli osadzony nie ma pieniędzy przysyłanych przez rodzinę lub odwiedzających, którzy robią mu zakupy w kantynie w czasie widzeń, to jest skazany nie tylko na odbycie swojej kary, ale także na picie wody z krany, jedynej dostępnej wody. 

Naczelnik zakładu karnego jest także zobowiązany do zapewnienia odpowiedniej do pory roku temperatury w celach mieszkalnych (wg kkw, art 110, par. 2). Aktualnie mu wychodzi: temperatura w celach mieszkalnych przekracza 35°C, czyli jest dostosowana do letnich upałów. Czekam na informację o udarze, zasłabnięciach, problemach z sercem. 

Współczuję osadzonym pracującym. Współczuję i tym, którzy nie pracują i muszą przebywać cały czas w zakładzie. Współczuję im i uważnie czytam wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2009 r. w sprawie Sikorski przeciwko Polsce. Dowodzono w nim między innymi: 
[…] był to okres [odbywania kary] niespotykanych w tym regionie upałów (temperatury do 40°C), tym bardziej, że władze penitencjarne nie podjęły żadnych czynności, które mogłyby zmniejszyć brak komfortu odczuwanego przez osadzonych.
Ten kompot i te otwarte drzwi w celach, rozumiem, to są czynności, które mają nie dopuścić do lawiny pozwów po lecie 2013 roku. Domyślam się, że w razie czego Polska dowodzić będzie w Strasbourgu, że globalne ocieplenie sprawiło, iż temperatury powyżej 40°C są już normalne. 

Słowo na dziś


Strasbourg – siedziba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Chyba jedynej instytucji, która lekko przycina zadarte nosy polskim sędziom. Poza tym przepiękne alzackie miasto ze wspaniałą katedrą (zapierającą dech w piersiach), pysznym winem, wspaniałym jedzeniem i wartą zwiedzenia dzielnicą Petit France. 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Dzień sto czwarty: upał, ciąg dalszy

Patrzę na gwiazdy. Liczę, że któraś z nich spadnie. Mam tylko jedno życzenie. Nie, nie wypuszczenie mojego osadzonego – to się rozgrywa na salach sądowych, nie w niebie. Mam życzenie, by zelżały upały. W upale w zakładzie karnym nie ma żadnej pomocy dla osadzonych. W upale nawet adwokat nie pracuje. 

Pan mecenas miał załatwić jedną sprawę. Od dwóch tygodni, co tydzień obiecuje, że do końca tygodnia załatwi. Dziś to słyszałam już po raz trzeci. Trudno mi interweniować, ze względu na upały. Mnie też niełatwo było zebrać wszystkie papiery dla pana mecenasa. Tymczasem mój osadzony siedzi, choć mógłby już stawać na komisji. Może nawet od przyszłego tygodnia być w domu. 

Upały wszystkim mózgi wypalają. Może nawet pan oddziałowy ma pożar w mózgu – zgodził się na przykład na zostawienie otwartych drzwi w celach, gdy powinny być zamknięte, by choć trochę przewiewu uzyskać. Nie potrafię sobie wyobrazić, co się dzieje w zakładach typu zamkniętego. Nie umiem i nawet nie chcę wyobrażać sobie, jak radzą sobie więźniowie bez wody, ci, którzy nie mogą sobie kupić wody mineralnej. Pracodawcy mają obowiązek dostarczyć pracownikom wodę w czasie upału, naczelnik zakładu karnego nie ma żadnych zobowiązań tego typu względem powierzonych sobie osadzonych. 

Spoglądam na gwiazdy. Jedna, druga, piąta, dziesiąta, setna, sto czwarta. Sto cztery dni bez mojego osadzonego, a moim jedynym życzeniem jest nie jego powrót, ale ochłodzenie. 

Słowo na dziś

woda – przezroczysta, bezbarwna ciecz, niezbędny składnik organizmów żywych, ale czy osadzeni są żywi? czy może są martwi za życia, na pewien czas? Wody, proszę, dostarczać więźniom. Nie tylko w Afryce warto byłoby dystrybuować wodę...

niedziela, 28 lipca 2013

Dzień dziewięćdziesiąty czwarty: upał

„Nie można podchodzić do okna. To jakby zbliżać się do rozgrzanego piekarnika. Prysznic był dopiero co, w czwartek, na następny trzeba będzie czekać kilka dni. Każdy myje się jak może, ale i tak obecność współosadzonych się odczuwa silnie.”.

Wyobrażam sobie, że tak mówi do mnie mój osadzony. Wyobrażam sobie, że w ogóle mówi do mnie więcej niż dopuszczalne dziesięć minut rozmowy telefonicznej. Jego brak jest coraz bardziej odczuwalny. Jego nieobecność jest trudniejsza do zniesienia niż czterdziestostopniowe upały. 

„Co robisz?” – pytam. Po raz drugi w ciągu dnia boję się zadać to samo pytanie, więc zamiast o to, jak się czuje, pytam o aktywność. „Słucham radia, czytam książkę, zrobię herbatę, by wystygła.” – słyszę w odpowiedzi. Jest na wakacjach lub na delegacji – myślę sobie. Żadne więzienie. Lecz mój osadzony dodaje: „Od 15 posłucham radia, bo wtedy włączą prąd.”. Przypominam sobie, że prądu nie ma w zakładzie karnym od rana, po śniadaniu, do popołudnia. 

Gdy już sobie przypomnę o tym, że prąd jest tylko w określonych godzinach, przestaję sobie wyobrażać różne rzeczy. Na przykład, że osadzeni mogliby brać prysznic codziennie. Lub otrzymywaliby wiatraki do cel. Na te upalne dni. 

Słowo na dziś


upał – wysoka temperatura powietrza, bardzo gorące powietrze. Napięcie wisi w powietrzu.